Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/quantum.w-wojsko.pila.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Poczekaj, Willow!

R S

- Poczekaj, Willow!

- Niezbyt to dla mnie pochlebne, ale trudno - zażartował.
- Muszę tylko wziąć lalkę, a Lizzie swoją książkę.
- Przykro mi bardzo, że szwagierka zmusiła pana do
- Mało wiarygodna historyjka! Nic pani nie wiedziała, obejmując posadę jako guwernantka Arabelli? Czy ma mnie pani za głupca?
Chłopak z apteki, niejaki John Francis Bourgeois, został aresztowany i oskarżony o zamordowanie ośmiu młodych kobiet. Dowody rzeczowe nie pozostawiały żadnych wątpliwości: ślady zębów na jabłkach oraz testy DNA z krwi i płynów fizjologicznych znalezionych na ofiarach świadczyły niezbicie, że nikt inny nie mógł być mordercą. Dochodziło do tego zeznanie Tiny.
- Dzień dobry, panno Clemency. Co panienka zje na śniadanie?
z Mikeyem. Zerknął na zegarek. Dochodziła ósma. Spodziewałby
Pani Sanders zajrzała do garnka i oświadczyła:
się w szczegóły. Wyprowadziła Willow z budynku.
Tower i rzucił się w dół.
Uniósł brwi, gdy idąc do łazienki przechodziła obok niego. Podszedł do niej.
moim nazwiskiem. Tym samym stanowisz chodzącą reklamę.
się o dziecku, będziecie chcieli mi je zabrać... Żyłam
- Och! - Clemency aż zbladła.

nie dodawało to Paige pewności siebie. Zawsze starała się jak

an43
Rano Milla należała już do niego.
koszt połączenia na jej domowy telefon. Ale jedynym numerem, który
nim chwilę odpocząć... Może zdołaliby wydostać się z potoku...
114
Stanów. Chciała kontynuować swoją edukację. Ale nie cofnęłaby
Zatem siedziała na krześle i trzymała kolana razem. Nigdy nie
prawdopodobieństwo, z którym musiała teraz żyć.
203
189
nie wynająłeś?
a cmentarzem biegnie jakaś alejka, ale Milla założyła, że jest tam dość
- Maksie Rodriguezie Galarzo! - zawołała najsurowszym
- Dlaczego, Chase? - Rozpłakała się. Łzy popłynęły jej po policzkach. Obiecała sobie, że nie uroni ani jednej łzy z powodu Briga McKenziego, że będzie zachowywała się tak jakby nie żył, ale zawsze tlił się w niej płomyk nadziei. - On tego chciał. - Nie rozumiem. - Bał się, że gdybyś wiedziała, że on żyje, nigdy nie ułożyłabyś sobie życia, nigdy nie odnalazłabyś siebie. - Wiedziałeś przez cały ten czas? - Jej głos był ledwie szeptem. Ustami dotykała jego klatki piersiowej, bo przyciągnął ją do siebie. - Od dawna. - Zanim się pobraliśmy? Zawahał się. Westchnął. - Tak. - O Boże. - Zmusił mnie, żebym mu przysiągł. - Chase... - Zadarła głowę i poczuła jego usta na swoich. Czuła własne łzy i zapach jego potu. Czuła ciepło i mimo bólu albo z powodu tego bólu, poddała się pragnieniu, które zrodziło się głęboko w niej. Instynktownie zarzuciła mu ręce na szyję. Jego język zderzył się z jej zębami. Niecierpliwie otworzyła usta. Przez myśl przeszło jej, że nie powinna się z nim kochać, bo jeżeli mu się odda, będzie to znaczyło, że przebacza mu jego kłamstwa. Nie dopuszczała jednak do siebie nic poza bliskością jego silnych mięśni, męskim zapachem, który drażnił jej nos i smakiem jego skóry. Podniósł ją i z wysiłkiem zaniósł do sypialni. Położył ją na łóżku. Nie przestając jej całować, niecierpliwymi palcami rozpinał guziki bluzki. - Cassidy - wyszeptał jej w skórę. Rozchylił bluzkę i wilgotnymi, rozpalonymi ustami pocałował ją w mostek. Poczuł szybkie bicie jej serca. Oddychała z trudem. Usłyszała delikatny szmer rozpinanego zamka w spodniach i zamknęła oczy. Tak długo na to czekała. Błądziła palcami po jego twardym ciele, napiętych mięśniach, gładkich biodrach. Rozpiął jej stanik i zanurzył głowę w piersiach, oddechem łaskocząc jej brodawki. Drażnił je językiem, ssał i szczypał zębami. Rosnące podniecenie zawładnęło jej ciałem. - Zapomniałem, że jesteś taka piękna. Pocałował ją znowu. Dotknął jej pośladków i zaczął pieścić palcami wewnętrzną stronę ud. Drżała z podniecenia i wiła się pod nim. Poczuła, że rozchyla jej nogi kolanami. Ułożył się tak, żeby ciężar jego ciała opierał się na zdrowej nodze. - Chcesz mnie, Cass? - Tak. - Ledwie mogła mówić. - Od kiedy? - Od zawsze. W jego oczach pojawił się cień. - Gdyby tylko... - Zacisnął zęby i gwałtownie w nią wszedł. Ogniście. Zachłannie. Jakby w ten sposób mógł wymazać przeszłość, ból i kłamstwa. Jakby chciał wyrwać z niej duszę. Jej ciało odpowiedziało podobnie, gorąco i niecierpliwie. Wbiła mu palce w ramiona i przywarła do niego. Krew w niej wrzała. Wygięła się w łuk i objęła go nogami w pasie. Miała wrażenie, że pokój znika, dom nie istnieje i są tylko oni i wszechświat. Mężczyzna. Kobieta. Miłość. Chase. Brig. Miłość. Obrazy wirowały jej przed oczami. - O Boże, nie mogę przestać... - krzyknął. Jego ciało zesztywniało. Jęknął rozpaczliwie. Wstrząsnęły nią konwulsje. Świat eksplodował, a wszystkie gwiazdy zaczęły migotać. Było tak duszno, że nie mogła oddychać. Chase opadł na nią sapiąc, a ona z rozkoszą przyjęła jego ciężar. Objęła jego spocony tors, palcami dotykając umięśnionych pleców. - Tęskniłam za tobą - wyszeptała ze łzami w oczach. - A ja za tobą. Gdybyś wiedziała, jak bardzo... Nadal oddychał z trudem, a jego słowa przepełnione były beznadzieją, której nie rozumiała. - Przytul mnie. - Będę cię przytulał, dopóki będę mógł - wyszeptał w spocone kosmyki jej włosów. - Dopóki tylko będę mógł. Sunny spojrzała w ołowiane niebo. Chmury przesłoniły słońce. Wiał złowrogi wiatr i mimo upału, który był nie do zniesienia - po południu temperatura dochodziła do trzydziestu pięciu stopni - Sunny poczuła podmuch zimny jak śmierć. Każdego ranka przenikał ją do szpiku kości. Potem krążył jak pies, aż w końcu cichł. Niezmordowany. Niezaspokojony.
- Davidzie! - głos Susanny był ostry, bolesny. - Otrząśnij się!

©2019 quantum.w-wojsko.pila.pl - Split Template by One Page Love